Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Kampania prezydencka na Białorusi: (nie)oczywiste wybory
2020-06-26
Maxim Rust, Yahor Azarkevich

Kampania prezydencka na Białorusi: (nie)oczywiste wybory

W ciągu ostatnich kilkunastu lat przyzwyczailiśmy się, że temat Białorusi podejmowano w światowych mediach przeważnie w związku z ważnymi kampaniami wyborczymi. Najczęściej były to wybory parlamentarne lub prezydenckie. W ostatnich pięciu latach znacząco zmieniała się sytuacja geopolityczna w regionie i Białoruś zaczęła się pojawiać w mediach częściej. Tegoroczna kampania wyborcza jest jednak wyjątkowa.

Po pierwsze, białoruski establishment zaczął istotnie dywersyfikować kierunki w polityce zagranicznej. Poczyniono starania w kierunku normalizacji stosunków z Zachodem, a z drugiej strony dało się zauważyć próby uniezależniania się od politycznych wpływów Rosji. Tak prowadzona polityka wpłynęła na zmianę charakteru stosunków społeczno-politycznych w kraju. Po drugie, następstwa epidemii COVID-19 na Białorusi (jak i reakcja na nią władz) w dużym stopniu wpłynęły na dynamikę procesów politycznych. Wstępne skutki koronawirusa uwidoczniły słabości tak elit rządzących, jak i dotychczasowych kontrelit, zaczęły również odsłaniać ukryty potencjał mobilizacyjny białoruskiego społeczeństwa. Po trzecie, w tegorocznej kampanii zanikł znany nam od wielu lat dychotomiczny podział według schematu: władze vs opozycja polityczna. Po czwarte – jako wynik wyżej wspomnianych czynników – pojawiło się kilku nowych jakościowo kandydatów, którzy nie chcą być kojarzeni ani z władzami, ani z opozycją. Przedstawiają się jako alternatywa dla istniejącego systemu i, co szczególnie istotne, mają na razie największe poparcie społeczne. Jeszcze przed rozpoczęciem kampanii w niewyobrażalnie szybkim tempie zaczęło je zdobywać kilka nowych osób, dorobiły się też przydomka „kandydaci nadziei”.

Wśród nich jest Siargiej Cichanouski, aktywista społeczny, który prowadził jeden z najpopularniejszych białoruskich kanałów na YouTube. Jeździł po białoruskich miejscowościach i rozmawiał z ich mieszkańcami o codziennych problemach. W ten sposób zdobywał poparcie i zaufanie „zwykłego ludu”, co nie mogło nie irytować władz w Mińsku. Ze względu na represje (Komisja Wyborcza nie przyjęła dokumentów Siargieja) formalną kandydatką została żona aktywisty, Swiatłana.

Następny kandydat to Wiktar Babaryka – do niedawna prezes Belgazprombanku (spółki-córki Gazpromu) i znany mecenas białoruskiej sztuki. W ciągu zaledwie kilku tygodni stał się najbardziej rozpoznawalnym i „rozchwytywanym” przez media kandydatem na prezydenta. To właśnie on zdołał zebrać rekordową w najnowszej białoruskiej historii liczbę podpisów poparcia – ponad 430 tysięcy (według białoruskiego prawa należy zebrać ich co najmniej 100 tysięcy, żeby zostać zarejestrowanym jako kandydat).

Trzecim kandydatem jest Walery Capkała, były ambasador Białorusi w Stanach Zjednoczonych i dyrektor Parku Wysokich Technologii, białoruskiego odpowiednika Doliny Krzemowej. Co najważniejsze, zarówno Babaryka, jak i Capkała wywodzą się z establishmentu i kręgów bliskiego otoczenia prezydenta Łukaszenki. W tych wyborach po raz pierwszy byli członkowie elity rządzącej de facto stanęli w szranki ze swoim patronem.

Wskutek następstw pandemii COVID-19 znacząco wzrosła aktywność polityczna białoruskiego społeczeństwa obywatelskiego. Chociaż jej poziom wydawał się niespotykany już na początku kampanii prezydenckiej, stale rośnie i zatacza coraz szersze kręgi. W ostatnich tygodniach coraz więcej ludzi przybywało do punktów zbierania podpisów, aby wspierać alternatywnych kandydatów na prezydenta. Zaczęły się spontanicznie masowe akcje poparcia alternatywy wobec obecnego reżimu, po czym przekształcały się w pokojowe protesty. Wszyscy wspomniani kandydaci przekroczyli już próg wymaganych 100 tysięcy podpisów. Fala społecznego optymizmu nie mogła jednak trwać wiecznie. Na kampanie alternatywnych kandydatów elita rządząca zareagowała w naturalny dla siebie sposób –represjami.

Pod koniec maja Siargiej Cichanouski został aresztowany w Grodnie po milicyjnej prowokacji i oskarżony o poważne naruszenia przepisów dotyczących zgromadzeń masowych. W międzyczasie w domku letniskowym Cichanouskich milicja „znalazła” 900 tysięcy dolarów w gotówce. Następnie Cichanouski trafił do odosobnionego oddziału więziennego bez podania przyczyn. Jeśli zostanie uznany za winnego, grozi mu kilka lat więzienia, a to automatycznie zdyskwalifikuje kampanię jego żony.

Po aresztowaniu Cichanouskiego proaktywna uwaga społeczna skupiła się na Wiktarze Babaryce. W zachowaniu białoruskiego prezydenta dało się zauważyć wyraźne zdenerwowanie i poirytowanie wzrostem popularności kontrkandydatów. Alaksandr Łukaszenka zaczął się o nich publicznie wypowiadać w sposób obraźliwy. Niedługo później ruszyło zastraszanie sympatyków i współpracowników sztabu Babaryki. Kierownictwu Belgazprombanku i powiązanym z nim firmom prokuratura i organy kontroli podatkowej postawiły zarzuty prania pieniędzy i unikania płacenia podatków. Dawni partnerzy biznesowi Babaryki, którzy wsparli jego kampanię, trafiali do aresztu i słyszeli podobne zarzuty. Te działania spotkały się z krytyką ze strony głównego interesariusza banku, rosyjskiego Gazpromu – uznał je za nielegalne i niemieszczące się w żadnych granicach. Białoruskie władze nie przejęły się tą opinią i mianowały swojego przedstawiciela na prezesa zarządu de iure prywatnego zagranicznego banku. Na tym kłopoty „kandydata nadziei” się nie skończyły. W zeszłym tygodniu Wiktar Babaryka został zatrzymany wraz z synem, postawiono mu cały wachlarz zarzutów korupcyjnych. Babaryce i jego partnerom grozi do kilkunastu lat pozbawienia wolności. Spośród wyżej wymienionych kandydatów na wolności pozostaje obecnie tylko Walery Capkała. Jego sztab nie ukrywa, że naciski ze strony organów porządkowych się nasilają.

Kampania zastraszania i aresztów nie ostudziła zapału i entuzjazmu białoruskiego społeczeństwa. Miała wręcz skutek odwrotny do zamierzonego – część społeczeństwa obywatelskiego jeszcze bardziej się zmobilizowała. Akcje poparcia i protestu, pacyfikowane przez służby bezpieczeństwa, nasiliły się w całym kraju, szczególnie w Mińsku. Na początku kampanii o zamiarze uczestnictwa w wyborach prezydenckich poinformowało czternastu kandydatów. Kilka dni temu upłynął termin zbierania podpisów. Białoruska Komisja Wyborcza przyjęła podpisy od siedmiu sztabów, w tym Cichanouskiego, Babaryki i Capkały. Prawdziwa i niewątpliwie brutalna kampania wyborcza, jakiej od dawna nie wiedzieliśmy na Białorusi, rozpocznie się za kilka dni.

 

Ze względu na dynamikę procesów politycznych i społecznych w białoruskiej kampanii wyborczej zachęcamy do śledzenia cyklu poświęconego wyborom prezydenckim, który będzie się ukazywał na stronie „Nowej Europy Wschodniej”: www.new.org.pl.

 

Maxim Rust, Yahor Azarkevich. Zdjęcie © Uladzimir Kalada

 

Maxim Rust – doktor nauk politycznych i badacz elit w państwach poradzieckich, analityk polityczny i contributing editor w „New Eastern Europe”.

Yahor Azarkevich – białoruski dziennikarz, student programu magisterskiego Uniwersytetu w Glasgow i Uniwersytetu Jagiellońskiego.


Powrót
Najnowsze

Wiatr zmiany

06.07.2020
Olga Dryndova

 Słabnący paternalizm państwowy na Białorusi łączy się z niskim poczuciem zaufania do władz. Według badań z lat 2017–2018 jedynie około 40 procent Białorusinów ufało władzom państwowym, w tym 34 procent ministrom, a 33 procent władzom lokalnym.

 
Czytaj dalej

„Nas tu nie ma” czyli niesłyszalny głos białoruskiego środowiska LGBT

29.06.2020
Maxim Rust Nick Antipov Nasta Mancewicz Milana Levitskaya
Czytaj dalej

Kampania prezydencka na Białorusi: (nie)oczywiste wybory

26.06.2020
Maxim Rust Yahor Azarkevich
Czytaj dalej

Społeczeństwo obywatelskie na Białorusi już jest

21.06.2020
Czytaj dalej

Wakacyjna promocja na prenumeratę roczną NEW!

16.06.2020
Czytaj dalej

Zderzenie pamięci

08.06.2020
Kristina Smolijaninovaitė
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2020 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu