Ta strona używa ciasteczek, dowiedz się więcejOK
Gacharia sucharia i kurczaki, czyli o kolejnym miesiącu antyrządowych protestów w Gruzji
2019-12-19
Daria Szlezyngier

Ostatni miesiąc upłynął w Gruzji pod znakiem antyrządowych protestów, będących pokłosiem wydarzeń, które rozegrały się w czerwcu. Choć opozycja nie daje za wygraną i organizuje regularne demonstracje, a aktywiści wymyślają coraz to nowe akcje by zatrzymać przy sobie na dłużej zainteresowanie społeczeństwa i mediów, w Tbilisi coraz bardziej daje się odczuć ogólne zmęczenie. W to, że protesty są w stanie cokolwiek zmienić, wątpi już chyba nawet sama opozycja. A jest to wątpliwość uzasadniona – czas pokazał, że władza protestów się nie boi.

 

Tło wydarzeń

14 listopada gruziński parlament odrzucił projekt nowelizacji konstytucji, który zakładał, że od wyborów parlamentarnych w 2020 roku mieszany system wyborczy zostanie zastąpiony proporcjonalnym. Tym samym władza złamała obietnicę daną społeczeństwu jeszcze w czerwcu tego roku.

20 czerwca w gruzińskim parlamencie doszło do skandalu, który zapoczątkował trwające prawie miesiąc masowe protesty. Na fali antyrządowych demonstracji opozycja domagała się przede wszystkim dymisji przewodniczącego parlamentu Irakliego Kobachidzego (żądanie spełniono mianując na to stanowisko Arczila Talakwadzego), dymisji ministra spraw wewnętrznych Giorgiego Gacharii (tu władza stanęła murem za Gacharią, choć żądanie po pewnym czasie poniekąd „spełniono” i we wrześniu „zdymisjonowano” Gacharię na stanowisko premiera) oraz wcześniejszej zmiany ordynacji wyborczej z systemu mieszanego na proporcjonalny. Choć zgodnie z konstytucją Gruzji reforma ordynacji wyborczej miała zostać wprowadzona podczas wyborów parlamentarnych w 2024 roku, władza przystała na żądanie demonstrantów – lider partii rządzącej Gruzińskie Marzenie Bidzina Iwaniszwili obiecał wówczas, że już w 2020 roku wybory parlamentarne odbędą się w systemie proporcjonalnym (co prawda z zerowym, a nie – jak chciała opozycja –  z trzyprocentowym progiem wyborczym).

 


 

Obecnie w Gruzji obowiązuje mieszana ordynacja wyborcza. Spośród 150 deputowanych do parlamentu siedemdziesięciu siedmiu jest wybieranych w głosowaniu proporcjonalnym (zamknięte listy kandydatów w jednym okręgu wyborczym obejmującym cały kraj z pięcioprocentowym progiem wyborczym), a siedemdziesięciu trzech – w systemie większościowym w okręgach jednomandatowych. Na przestrzeni lat w Gruzji już niejednokrotnie krytykowano ten system wyborczy. Zdaniem opozycji działa on na korzyść partii rządzącej i sprzyja niesprawiedliwemu podziałowi miejsc w parlamencie, gdyż w okręgach jednomandatowych wygrywali zazwyczaj kandydaci formacji będącej u władzy. Dla przykładu podczas ostatnich wyborów parlamentarnych w 2016 roku partia rządząca cieszyła się poparciem jedynie 48 procent elektoratu, jednak dzięki zwycięstwu deputowanych z okręgów jednomandatowych Gruzińskie Marzenie uzyskało większość konstytucyjną: 115 ze 150 mandatów. Jeszcze w czasach, gdy przedstawiciele Gruzińskiego Marzenia byli w opozycji, sami domagali się zniesienia mieszanej ordynacji wyborczej, jednak po zwycięstwie w 2012 roku bez problemu zaakceptowali ten system.

 

Dobre chęci

Jesienią tego roku rozpoczęto prace nad nowelizacją konstytucji –  wszystko wskazywało na to, że opozycja dopnie swego i obietnica Iwaniszwilego zostanie spełniona. Partia rządząca sama przygotowała i zgłosiła pakiet poprawek, a dokument podpisało dziewięćdziesięciu trzech deputowanych. Tymczasem 14 listopada wyniki głosowania w parlamencie pokazały, że projekt ustawy nie uzyskał wymaganej większości konstytucyjnej i tym samym został odrzucony. Jak się okazało, o fiasku kluczowego głosowania zadecydowało wstrzymanie się od głosu większości deputowanych Gruzińskiego Marzenia.

Problemów związanych z akceptacją projektu ustawy przez członków partii rządzącej spodziewano się już wcześniej i w związku z tym głosowanie nad nowelizacją przekładano dwukrotnie. Mimo wcześniejszego zaaprobowania projektu, część deputowanych Gruzińskiego Marzenia przemyślała sprawę i zmieniła stanowisko, motywując swą decyzję obawami o osłabienie władz lokalnych i troską o przyszłość państwa w przypadku wprowadzenia systemu proporcjonalnego. Jak doniosły gruzińskie media, kilka dni przed głosowaniem w partii rządzącej odbywały się zamknięte narady. Gruzińskie Marzenie postanowiło przeprowadzić „swobodne głosowanie” –  kierownictwo partii nie potraktowało kategorycznie kwestii reformy ordynacji wyborczej i nie narzuciło dyscypliny partyjnej.

 


 

Gruzińskie społeczeństwo jest przekonane, że w ostatnich miesiącach partia rządząca zafundowała obywatelom spektakl, gdyż na wyższych szczeblach władzy nic nie dzieje się spontanicznie, a za każdą podjętą w kraju decyzją stoi Bidzina Iwaniszwili. W związku z powyższym mało kto uwierzył w zapewnienia władzy, że odrzucenie projektu nowelizacji nie było z góry zaplanowane oraz że deputowani Gruzińskiego Marzenia mogli okazać samowolę czy postępować niezgodnie z wolą swego lidera. Tymczasem po zakończeniu głosowania sam Bidzina Iwaniszwili wydał oświadczenie, w którym wyraził swoje rozczarowanie z powodu odrzucenia poprawek.

Nie po raz pierwszy gruzińskie społeczeństwo dało natychmiastowy wyraz swego niezadowolenia i sprzeciwu. Wkrótce po ogłoszeniu wyników głosowania na alei Rustawelego zaczęli gromadzić się aktywiści, którzy wcześniej uczestniczyli w czerwcowych protestach. Wieczorem na antyrządowej demonstracji pod parlamentem zebrało się kilka tysięcy osób.

 


 

Równolegle w biurze Partii Pracy odbyła się narada, która zjednoczyła wszystkich liderów formacji opozycyjnych i grup aktywistów. Opozycja zapowiedziała, że protesty na alei Rustawelego nie ustaną, dopóki władza nie wyznaczy przedterminowych wyborów parlamentarnych w systemie proporcjonalnym. W trakcie spotkania ustalono również trzy główne postulaty: (1) utworzenie rządu tymczasowego, (2) odsunięcie Bidziny Iwaniszwilego od wszystkich procesów politycznych, a Gruzińskiego Marzenia – od rządzenia krajem oraz (3) przeprowadzenie wolnych wyborów.

Odrzucenie projektu nowelizacji konstytucji wywołało destabilizację w szeregach partii rządzącej. Na znak protestu dziewięciu deputowanych Gruzińskiego Marzenia – Tamar Czugoszwili, Irina Pruidze, Giorgi Mosiaszwili, Dmitri Ckitiszwili, Tamar Chulordawa, Sofio Kacarawa, Mariam Dżaszi i Giorgi Begadze – opuściło formację i zrezygnowało z zajmowanych stanowisk. Z partii odeszło też trzech deputowanych frakcji Gruzińskie Marzenie – Konserwatyści.

 

Barykady

W związki ze złamaniem przez Gruzińskie Marzenie obietnicy danej społeczeństwu, 14 listopada stał się pierwszym dniem serii protestów organizowanych przez aktywistów i opozycję pod budynkiem parlamentu w Tbilisi. Jak wielokrotnie podkreślali przeciwnicy rządu i gruzińskie media, był to pierwszy protest od 2012 roku, który zjednoczył całą opozycję w kraju – na demonstracjach ramię w ramię stanęli przedstawiciele ponad dwudziestu parlamentarnych i pozaparlamentarnych ugrupowań politycznych.

Największą w tym okresie frekwencją cieszyła się pierwsza manifestacja, która miała miejsce 14 listopada i zebrała kilka tysięcy osób. Wtedy to demonstranci rozstawili pod budynkiem parlamentu namioty i zapowiedzieli, że będą kontynuować protest, dopóki ich żądania nie zostaną spełnione. W następnych dniach siła manifestacji znacznie osłabła i pod parlamentem zgromadziło się jedynie kilkaset osób. Demonstracje odbyły się pod hasłem „Wszyscy przeciw jednemu”, większość postulatów skierowanych była przeciwko Bidzinie Iwaniszwilemu. W trakcie pikiet organizatorzy rozdawali też uczestnikom kartki z grafiką przedstawiającą środkowy palec. Akcja ta była odpowiedzią aktywistów na obraźliwy gest, który wykonał w kierunku protestujących mer Tbilisi Kacha Kaladze.

 


 

W pierwszych dniach do niewielkiego protestu doszło również w Batumi. 15 listopada aktywiści oraz członkowie lokalnego skrzydła Zjednoczonego Ruchu Narodowego zorganizowali w centrum miasta pikietę, domagając się dymisji rządu Adżarskiej Republiki Autonomicznej.

16 listopada szumna demonstracja odbyła się też pod centralną siedzibą Gruzińskiego Marzenia w Tbilisi, gdzie odbywało się posiedzenie większości parlamentarnej. Kilkudziesięciu aktywistów zablokowało wejścia do budynku oraz wjazd na parking podziemny. Samochody członków partii rządzącej witano okrzykami „Niewolnicy!” i „Wstyd!”, doszło też do starć z policją.

 


 

17 listopada na alei Rustawelego miały miejsce dwie równoległe demonstracje. Pierwsza z nich odbyła się pod budynkiem parlamentu, a przewodzili jej przedstawiciele opozycji na czele ze Zjednoczonym Ruchem Narodowym i Europejską Gruzją. Demonstracja ta zjednoczyła ponad dwadzieścia różnych ugrupowań politycznych oraz różnych aktywistów – jak oszacowały gruzińskie media, łącznie wzięło w niej udział około pięć i pół tysiąca osób. Druga demonstracja odbyła się na placu Pierwszej Republiki i wzięło w niej udział około tysiąca osób. Akcję zorganizował prorosyjski Sojusz Patriotów, do którego dołączyli ultranacjonaliści z Gruzińskiego Marszu. Liderzy powyższych ugrupowań potwierdzili, że sprzeciwiają się polityce Gruzińskiego Marzenia, ale nie zamierzają stać ramię w ramię z resztą opozycji i aktywistami wyznającymi idee dalekie od prawdziwego narodowego patriotyzmu. W obawie przed możliwymi starciami nacjonalistów z mniej radykalną opozycją obie demonstracje na alei Rustawelego oddzielono kordonem policji. Do żadnych zamieszek jednak nie doszło i uczestnicy drugiej demonstracji po około godzinie rozeszli się do domów. Tymczasem w trakcie głównej manifestacji pod parlamentem aktywiści na znak protestu zablokowali wszystkie wejścia do budynku, rozstawili namioty i barykady, a liderzy opozycji założyli kłódki na bramach wejściowych. Protestujący zapowiedzieli, że nie wpuszczą do parlamentu deputowanych Gruzińskiego Marzenia dopóki ich żądania nie zostaną spełnione. Część aktywistów spędziła na ulicy całą noc.

 


 

W tym samym czasie prezydent Gruzji Salome Zurabiszwili wezwała opozycję i władze do znalezienia wspólnego języka, aby nie dopuścić do zaostrzenia sytuacji w kraju. Zurabiszwili wyraziła też opinię, że poziom demokracji nie zależy od obowiązującego systemu wyborczego. Premier Giorgi Gacharia przyznał natomiast, że jest rozczarowany z powodu odrzucenia nowelizacji konstytucji, obiecał jednak, że reforma ordynacji wyborczej zostanie zrealizowana zgodnie z planem w 2024 roku. Fiasko głosowania zdecydowanie potępili natomiast przedstawiciele Unii Europejskiej i Stanów Zjednoczonych.

18 listopada doszło do pacyfikacji trwającej już piąty dzień antyrządowej demonstracji. Po południu gruzińskie Ministerstwo Spraw Wewnętrznych wezwało do zaprzestania blokady budynku, jednak opozycja zignorowała apel. O godzinie 17:00 do akcji wkroczyły oddziały specjalne policji, które użyły armatek wodnych i gazu w celu rozgonienia demonstrantów. Policji udało się odblokować wszystkie wejścia do parlamentu, a służby porządkowe uprzątnęły barykady i usunęły namioty. Policja zmusiła również demonstrantów do zejścia z jezdni na chodnik oraz na plac przed budynkiem parlamentu, na skutek czego aleja Rustawelego po raz pierwszy od kilku dni stała się przejezdna. W wyniku akcji około dziesięć osób zostało rannych. Policja zatrzymała trzydziestu siedmiu uczestników protestu, w tym lidera partii Girczi – Zuraba Dżaparidzego oraz założyciela opozycyjnej stacji telewizyjnej Mtavari Archi – Giorgiego Ruruę. Mimo pacyfikacji demonstracji, setki osób postanowiło kontynuować protest w otoczeniu kordonu policji.

 

 

Po interwencji policji odbyło się posiedzenie parlamentu. Przewodniczący Arczil Talakwadze zapowiedział, że przed wyborami w 2020 roku wszelkie zmiany w konstytucji są wykluczone, a za zamieszki obarczył winą opozycję. Przewodniczący parlamentu zaznaczył, że obywatele Gruzji mają prawo do wolności zgromadzeń i będzie ono chronione. Jednocześnie oświadczył, że blokada parlamentu jest niedopuszczalna i podkreślił, że to opozycja „wprowadziła w błąd swoich zwolenników” manipulując interpretacją prawa do demonstrowania.

Choć w następnych dniach sytuacja pod parlamentem się nieco uspokoiła, protest w stolicy trwał, a aktywiści prześcigali się w coraz to nowych inicjatywach. 21 listopada przedstawiciele opozycji zgromadzili się pod kancelarią rządu w celu przeprowadzenia symbolicznej akcji – zawieszenia kłódek na bramie wejściowej. Przeszkodziła temu jednak ochraniająca budynek policja, która zaproponowała protestującym zawieszenie kłódek obok wejścia do budynku. Podobna akcja miała też miejsce pod rezydencją Bidziny Iwaniszwilego. Przedstawiciele młodzieżówki Partii Pracy i Europejskiej Gruzji planowali zawiesić kłódki na bramie wjazdowej aby symbolicznie zamknąć osobę odpowiedzialną za to, co dzieje się w kraju. Zmobilizowana na miejscu policja uniemożliwiła zbliżenie się do rezydencji i poleciła zebranym przeprowadzić akcję na drodze. W odpowiedzi na to protestujący wymyślili inny symboliczny gest – wrzucili podarte zdjęcia przedstawicieli rządu do przyniesionych ze sobą koszy na śmieci wyjaśniając, że „muszą wyrzucić tę władzę do politycznego śmietnika”.

Tego dnia opozycja pikietowała również pod siedzibą Gruzińskiego Marzenia, a także zawiesiła kłódki na ogrodzeniu Sądu Miejskiego w Tbilisi, gdzie 20 listopada odbył się proces dwunastu osób zatrzymanych 18 listopada. 22 listopada w trakcie posiedzenia Rady Miasta Tbilisi deputowanym opozycji udało się założyć na drzwiach sali kłódkę, a sama narada zakończyła się bójką posłów. 24 listopada kłódki na ogrodzeniu swej rezydencji doczekała się również prezydent Salome Zurabiszwili. Dzień później zwolennicy partii Girczi zorganizowali pochód pod rezydencję Bidziny Iwaniszwilego z „ikonami” przedstawiającymi miliardera –„Świętego Bidzinę”.

Do łask powrócił również nagrany jeszcze w czerwcu kawałek „Gamodi garet!” – „Wyjdź!”, poświęcony Giorgiemu Gacharii. W refrenie można usłyszeć słowa „Gacharia sucharia”, co stanowi grę słów i oznacza zarówno „Gacharia jest zadowolony”, jak i „Gacharia jest sucharem”.

 


 

Choć praktycznie codziennie dochodziło do pomniejszych akcji protestacyjnych, kolejna z rzędu masowa demonstracja odbyła się dopiero 25 listopada. Wieczorem przedstawiciele opozycji zgromadzili się na placu Pierwszej Republiki i wspólnie skandując antyrządowe hasła przemaszerowali pod budynek parlamentu, gdzie dołączyli do oczekującej tam drugiej grupy demonstrantów. I choć liczba zgromadzonych z godziny na godzinę malała, protestujący konsekwentnie domagali się wprowadzenia proporcjonalnej ordynacji wyborczej. Standardowo już dominowały hasła krytykujące partię rządzącą i Iwaniszwilego. W porównaniu do protestów czerwcowych, znacznie mniej osób przychodziło z antyrządowymi plakatami, nie raz sięgano również po materiały wykorzystywane latem.

 


 

Między innymi ze względu na panujący mróz, około godziny 22:00 plac pod parlamentem powoli pustoszał. Po zakończeniu wystąpień aktywistów liderzy opozycji po raz kolejny wezwali uczestników akcji do zablokowania wszystkich wejść do parlamentu i zapowiedzieli, że protest będzie trwać całą noc. Tego wieczoru policja nie pozwoliła demonstrantom na przyniesienie beczek oraz węgla i drewna do rozpalenia ognia. Służby mundurowe zarekwirowały też kilka samochodów z zapasem tych surowców oraz zabierały je protestującym. Jak wyjaśnił później szef MSW Wachtang Gomelauri, decyzję tę podjęto ze względu na wcześniejsze przypadki rzucania drewnem w policjantów. Innym razem Gomelauri obiecał natomiast, że będzie starać się ogrzewać wodę w armatkach wodnych używanych do rozganiania demonstrantów.

Jak podały gruzińskie media, mimo minusowej temperatury i braku ogrzewania około 300 osób wytrwało pod parlamentem aż do świtu rozgrzewając się tańcem i grą w piłkę. Pomimo spokojnej atmosfery, nad ranem służby mundurowe wezwały protestujących do odblokowania wejść do parlamentu i dały zebranym pół godziny na opuszczenie otaczających budynek uliczek oraz oczyszczenie terenu. Po ostrzeżeniu policji protestujący przenieśli się na chodnik oraz zabrali namioty z jezdni, nie zaprzestali jednak blokowania wejść do parlamentu. O godzinie piątej nad ranem zmobilizowano jednostki specjalne policji, które przemieszczając się zwartym kordonem z pomocą tarcz zepchnęły demonstrantów na aleję Rustawelego. Sprowokowało to starcia, w trakcie których policja użyła armatek wodnych. W wyniku akcji zatrzymano dwadzieścia osiem osób, kilka zostało rannych. Mimo że demonstracja została rozgoniona, kilkadziesiąt demonstrantów pozostało na miejscu do rana. Po raz kolejny zebrani próbowali zablokować wejścia do budynku aby nie dopuścić do zaplanowanego na ten dzień posiedzenia parlamentu. Z powodu trwającej demonstracji Gruzińskie Marzenie przełożyło obrady na 28 listopada.

Pacyfikacja protestu spotkała się w tym czasie z dużą krytyką opozycji i społeczeństwa. MSW wydało natomiast oświadczenie, w którym poinformowano, że protest wykroczył poza granice ustanowione przez prawo – zdaniem władz naruszone zostało prawo o zgromadzeniach i manifestacjach, które zakazuje blokowania wejść do organu ustawodawczego czy jezdni.

 


 

28 listopada przed południem aktywiści ponownie zgromadzili się przed parlamentem, aby przed początkiem obrad rządu powitać deputowanych Gruzińskiego Marzenia „korytarzem wstydu”. Protestującym nie udało się jednak zbliżyć do budynku, gdyż zmobilizowana nad ranem policja zamknęła otaczające parlament uliczki metalowym ogrodzeniem tak, aby demonstranci nie byli w stanie przedostać się bliżej. Opozycja zarzucała, że gruzińskie władze postawiły nowy Mur Berliński i to jest właściwy przykład pojmowania wolności i demokracji w wydaniu Gruzińskiego Marzenia.

 


 

Negocjacje

30 listopada Gruzińskie Marzenie przystało na propozycję korpusu dyplomatycznego, aby wspólnie z opozycją zasiąść razem przy stole negocjacyjnym w celu omówienia sposobu wyjścia z kryzysu politycznego w państwie. Obrady, które toczyły się za zamkniętymi drzwiami, trwały prawie sześć godzin. Zgodnie z oczekiwaniami, głównym tematem spotkania był projekt opozycji zakładający reformę ordynacji wyborczej bez konieczności wnoszenia zmian do konstytucji, który odwoływał się do tzw. modelu niemieckiego. Rozwiązanie to zakłada połączenie ordynacji większościowej i proporcjonalnej. Zgodnie z nim połowa deputowanych wybierana jest w jednomandatowych okręgach wyborczych, natomiast drugą połowę wyłania się na szczeblu krajowym według ordynacji proporcjonalnej. W przeciwieństwie do systemu gruzińskiego partie uzyskują w parlamencie tyle miejsc, ile procentów otrzymują po zliczeniu głosów w systemie proporcjonalnym.

Gruzińskie Marzenie odrzuciło jednak model niemiecki uznając go za niezgodny z konstytucją. Argumentując tę decyzję partia rządząca podkreśliła, że bazując na tym systemie w Niemczech można zmienić liczbę deputowanych do Bundestagu, podczas gdy konstytucja Gruzji jasno określa stałą liczbę deputowanych do parlamentu (siedemdziesięciu trzech deputowanych wybieranych jest w systemie większościowym, a siedemdziesięciu siedmiu – z list partyjnych). Gruzińska opozycja obstawała przy tym, by przyjąć model niemiecki, pozostając przy niezmiennej liczbie deputowanych, co według niej nie złamałoby konstytucji i nie wymagałoby wprowadzenia do niej zmian. Partia rządząca definitywnie odrzuciła jednak tę propozycję.

 

Kontratak

Po tym, jak pierwsza tura negocjacji zakończyła się fiaskiem, przywódcy opozycji postanowili rozszerzyć zasięg antyrządowych protestów i zapowiedzieli, że 6 grudnia zorganizują wiec w Kutaisi. Tymczasem w rzeczonym mieście sprzymierzeńcy Gruzińskiego Marzenia zorganizowali dwa protesty przeciwko stojącemu w opozycji Zjednoczonemu Ruchowi Narodowemu. Prorządowa demonstracja odbyła się 29 listopada i była odpowiedzią zwolenników Gruzińskiego Marzenia na akcję kutaiskiej opozycji, która zainspirowana wydarzeniami w Tbilisi zawiesiła kłódki na drzwiach siedziby partii rządzącej. Konfrontacja prorządowej grupy z politykami opozycji zakończyła się bijatyką. Przeciwnicy władzy twierdzili, że „poplecznicy” Gruzińskiego Marzenia byli w rzeczywistości opłaconymi pracownikami budżetówki.

Druga pikieta miała miejsce 1 grudnia. Zwolennicy Gruzińskiego Marzenia zorganizowali wtedy marsz pod hasłem „Demiszyzacja zacznie się w Kutaisi” i oświadczyli, że nie pozwolą na powrót do władzy partii założonej przez Micheila Saakaszwilego. Następnie kilkudziesięciu zwolenników Gruzińskiego Marzenia próbowało wedrzeć się do biura Zjednoczonego Ruchu Narodowego. Podczas akcji protestujący rzucali w budynek jajkami, miotłami i farbami wykrzykując „Niewolnicy!” i „Kurczaki!”.

 

 

Dwa dni później w Mcchecie odbyły się dwie kolejne demonstracje. Pierwsza z nich została zorganizowana przez przedstawicieli zjednoczonej opozycji i była wymierzona w Dmitrija Chundadzego, deputowanego Gruzińskiego Marzenia, który głosował przeciwko reformie ordynacji wyborczej. W odpowiedzi na pikietę pod biurem polityka zwolennicy partii rządzącej zorganizowali kontrdemonstrację. Łącznie na głównym placu Mcchety zebrało się około dwieście osób. Na miejscu zmobilizowano policję, która oddzielała kordonem uczestników obu akcji. W trakcie zgromadzenia doszło do niewielkich starć.

W nocy 3 grudnia do zamieszek doszło również w Zugdidi, gdzie w ramach antyrządowej akcji zwolennicy Gruzińskiego Marzenia zbili szklane drzwi wejściowe do biura Zjednoczonego Ruchu Narodowego. Protestujący wrzucili też do budynku miotły, wiadra, jajka oraz kule inwalidzkie i zapowiedzieli, że nie pozwolą partii powrócić do władzy.

 


 

Zgodnie ze wcześniejszą zapowiedzią 6 grudnia opozycja postanowiła wystartować z serią protestów w kilku regionach Gruzji. Zorganizowany w Kutaisi wiec zgromadził kilka tysięcy osób. Przyjechali na niego liderzy kilku partii parlamentarnych i pozaparlamentarnych oraz aktywiści z Tbilisi. Do akcji włączyli się też mieszkańcy Kutaisi, a także działacze opozycji z różnych regionów Imeretii. W demonstracji wzięli też udział przywódcy Europejskiej Gruzji, Zjednoczonego Ruchu Narodowego i Partii Pracy. Tego samego dnia do antyrządowej demonstracji doszło również w Batumi. W akcji pod hasłem „Razem przeciwko jednemu” wzięło udział kilkaset osób – byli to liderzy i zwolennicy partii opozycyjnych, aktywiści, przedstawiciele organizacji pozarządowych i zwykli obywatele.

12 grudnia opozycji udało się doprowadzić do przerwania sesji plenarnej parlamentu, podczas której miało się odbyć między innymi głosowanie w sprawie udzielenia wotum zaufania kandydatom na stanowiska sędziów do Sądu Najwyższego Gruzji, którzy to, zdaniem opozycji, są zaufanymi ludźmi partii rządzącej i nie nadają się na to stanowisko. Posiedzenie zostało przerwane z powodu wydzielającego się w całym budynku przykrego, „kanalizacyjnego” zapachu. Kilku deputowanych poczuło się źle i wymagało pomocy lekarskiej. Jak się później wyjaśniło, odpowiedzialność za zaistniałą sytuację wzięli na siebie aktywiści, którzy przyznali się do rozlania w parlamencie nieszkodliwej ich zdaniem substancji i zaznaczyli, że to „system śmierdzi”. Bezpośrednimi wykonawcami akcji byli najprawdopodobniej dwaj posłowie opozycji. MSW wszczęło już dochodzenie w tej sprawie. W tym samym czasie pod budynkiem parlamentu kontynuowano regularny protest.

 


 

Nowa nadzieja

9 grudnia przy udziale korpusu dyplomatycznego odbyła się druga tura negocjacji partii rządzącej z opozycją w sprawie reformy ordynacji wyborczej. Gruzińskie Marzenie po raz kolejny odrzuciło przygotowany przez opozycję projekt zmian w systemie wyborczym wzorowany na modelu niemieckim. Po spotkaniu, wicepremier i minister sprawiedliwości Tea Tsulukiani poinformowała jednak, że deputowani Gruzińskiego Marzenia wyrazili gotowość do pójścia na ustępstwo w sprawie reformy ordynacji wyborczej i obiecali zastanowić się nad nową propozycją, która nie wymagałaby wprowadzania zmian do konstytucji. Przedstawiciele korpusu dyplomatycznego zaproponowali, by obie strony rozważyły wdrożenie systemu, zgodnie z którym połowa posłów byłaby wybierana w systemie większościowym w okręgach jednomandatowych, a druga połowa – w okręgach wielomandatowych. Wicepremier zaznaczyła, że zarówno partia rządząca, jak i opozycja, potrzebują czasu na wewnętrzne konsultacje i rozważenie nowej propozycji. Tsulukiani nie wykluczyła jednak, że już wkrótce odbędzie się kolejne spotkanie władzy z opozycją i korpusem dyplomatycznym w celu omówienia szczegółów technicznych dotyczących ewentualnego wprowadzenia proponowanych zmian. Po zakończeniu negocjacji pełni optymizmu i nadziei byli również przedstawiciele opozycji. Lider Europejskiej Gruzji Giga Bokeria potwierdził, że członkowie Gruzińskiego Marzenia sprawiali wrażenie skłonnych do poważnego rozważenia nowej inicjatywy.

W międzyczasie w ekipie Gruzińskiego Marzenia doszło do różnicy zdań. Posłowie wybrani w ordynacji większościowej wystąpili z własną inicjatywą reformy wyborczej i zaproponowali model amerykański, przewidujący dwuizbowy parlament, do którego przedstawiciele obu izb wybierani są w ordynacji większościowej. Ekipie Gruzińskiego Marzenia udało się jednak osiągnąć konsensus. Poinformowano, że deputowani wybrani w systemie większościowym zgodzą się wycofać swoją propozycję przeprowadzenia w 2024 roku wyborów w ordynacji większościowej pod warunkiem, że przed wyborami w 2020 roku Gruzińskie Marzenie przyjmie poprawki konstytucyjne, które zagwarantują, że wybory parlamentarne przeprowadzone przed 2024 rokiem odbędą się wyłącznie w systemie mieszanym, a uprawnienia parlamentu tak wybranego będą trwać wyłącznie do 2024 roku. Jeśli tak się nie stanie, posłowie wybrani w ordynacji większościowej zapowiedzieli, że będą starać się o to, aby wraz z wyborami w 2020 roku zorganizować referendum w sprawie całkowitego przejścia na system większościowy. W obliczu konfliktu Gruzińskie Marzenie stanęło przed trudnym zadaniem, tym bardziej, że partia nie posiada obecnie wymaganej większości konstytucyjnej.

 


 

Fiasko

15 grudnia po trzecim z kolei spotkaniu partii rządzącej z korpusem dyplomatycznym i opozycją stało się jasne, że wcześniejsze nadzieje tych ostatnich na przyjęcie alternatywnej propozycji reformy systemu wyborczego były płonne – Gruzińskie Marzenie wykluczyło możliwość utworzenia okręgów wielomandatowych. Według lidera Europejskiej Gruzji, deputowanego Gigiego Bokerii, czwarta runda negocjacji będzie ponownie poświęcona modelowi niemieckiemu. Jak poinformował polityk, partia rządząca przyznała, że potrzebuje więcej czasu na ponowne przemyślenie tej opcji. Choć politycy opozycji nadal twierdzą, że są pozytywnej myśli, na chwilę obecną trudno uwierzyć w to, że mają oni jeszcze jakąkolwiek nadzieję na osiągnięcie porozumienia. Mimo że Gruzińskie Marzenie zapewnia o realnym konflikcie we własnej ekipie, należy mieć na uwadze, że może być to zwykła polityczna zagrywka, mająca na celu grę na zwłokę oraz załagodzenie nastrojów wśród opozycji.

Same siły antyrządowe utknęły natomiast w martwym punkcie – nie mają żadnego konkretnego planu na dalsze działanie oraz lidera zdolnego przełamać ten impas i pociągnąć za sobą tłumy. Bo choć opozycja cieszy się stałym poparciem pewnej części społeczeństwa i śledząc lokalne media można odnieść wrażenie, że wszyscy Gruzini żyją wyłącznie protestem, należy mieć na uwadze, że na ulice wychodzi jedynie niewielki ułamek społeczeństwa. Obserwując nastroje w stolicy można zauważyć, że część obywateli, nawet jeśli nie zgadza się z polityką rządu, nie widzi żadnej innej alternatywy i jest zmęczona wybuchającymi co rusz z każdego powodu demonstracjami. Na ten moment wydaje się, że protesty w Gruzji przestają już wywierać pożądany efekt i z powodu nadmiernej ich częstotliwości oraz niedogodności, które niosą ze sobą dla zwykłych obywateli, mogą się wkrótce wypalić. Ale jak to nie raz było na Kaukazie – wszystko z dnia na dzień może się zmienić.

 


 

Fot. Daria Szlezyngier


Powrót
Najnowsze

Wiatr zmiany

06.07.2020
Olga Dryndova

 Słabnący paternalizm państwowy na Białorusi łączy się z niskim poczuciem zaufania do władz. Według badań z lat 2017–2018 jedynie około 40 procent Białorusinów ufało władzom państwowym, w tym 34 procent ministrom, a 33 procent władzom lokalnym.

 
Czytaj dalej

„Nas tu nie ma” czyli niesłyszalny głos białoruskiego środowiska LGBT

29.06.2020
Maxim Rust Nick Antipov Nasta Mancewicz Milana Levitskaya
Czytaj dalej

Kampania prezydencka na Białorusi: (nie)oczywiste wybory

26.06.2020
Maxim Rust Yahor Azarkevich
Czytaj dalej

Społeczeństwo obywatelskie na Białorusi już jest

21.06.2020
Czytaj dalej

Wakacyjna promocja na prenumeratę roczną NEW!

16.06.2020
Czytaj dalej

Zderzenie pamięci

08.06.2020
Kristina Smolijaninovaitė
Czytaj dalej

copyrights © 2010-2020 by Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu